Jestem nauczycielką języka polskiego w szkole podstawowej. Od początku swojej pracy pedagogicznej prowadzę kółko teatralne, czuję bowiem potrzebę włączania w system edukacji szkolnej elementów wychowania artystycznego. Przy okazji zwykłych przygotowań do szkolnych akademii i inscenizacji zauważyłam, że działalność teatralna daje uczniom możliwość głębszego wyrażania siebie. Szukając pomysłów do przygotowania akademii z okazji Dnia Patrona Szkoły (M. Konopnicka), szczęśliwie natknęłam się na wspaniały utwór tej pisarki. Jest nim "Franek". Na kanwie tego opowiadania napisałam scenariusz przedstawienia teatralnego. Spektakl został przyjęty entuzjastycznie, a dzieci miały możliwość zaprezentowania się szerokiemu gronu odbiorców. Scena I - Narrator:
- Z podwórka dochodzi okropny hałas. Kobieta, która niedawno wprowadziła się do kamienicy chce wiedzieć kto jest jego sprawcą.
-
- Sąsiadka:
- -A co tam za hałas?
-
- Chłopiec z podwórka:
- - To Franek tak wrzeszczy!
-
- Sąsiadka:
- - Cóż mu się stało?
-
- Chłopiec:
- - A nic tak z rozpusty!
-
- Sąsiadka:
- - A kto tę szybę wybił?
-
- Chłopiec:
- - A to Franek kamieniem cisnął.
-
- Sąsiadka:
- - A kot czego tak miauczy?
-
- Chłopiec:
- - Franek go poturbował!
-
- Sąsiadka:
- - Cóż to za urwis spod ciemnej gwiazdy! A to bić, a kija nie zdejmować z niego!...
-
- Chłopiec:
- - On się wszystkim daje we znaki!
Scena II- (Franek chowa praczce konewkę. Praczka chodzi, lamentuje, wymyśla, a Franek patrzy i śmieje się w żywe oczy.)
-
- Franek:
- - O, konewka! Schowam ją! Niech praczka szuka! Cha, cha, cha ...!
-
- Praczka:
- - Gdzie ta konewka, przecież , no przecież tu ją zostawiłam... Franek, ty na pewno wiesz, gdzie moja konewka!
-
- Franek:
- - Ja? Skąd bym wiedział!
-
- Praczka:
- - Boś ją schował!
-
- Franek:
- - Ja ją schował? Widzieliście, jakem ją chował?
-
- (Praczka idzie do izby, a Franek po konewkę i na drodze ją stawia. Praczka wychodzi, patrzy - jest konewka!)
-
- Praczka:
- - W imię Ojca i Syna! A toć konewka! A takem się naoglądała i nie było! Czy tuman jaki czy co?
-
- (Franek aż się za boki bierze i pokłada od śmiechu.)
Scena III- (Franek widzi wylegującego się na oknie od podwórza pudla panny Gertrudy.)
-
- Franek:
- - Ale tłuste psisko! To pewnie ten wstrętny pudel panny Gertrudy! Muchy mu łażą po nosie, a on nawet łapą nie ruszy! Zaraz go dostanę i uszczypnę w ogon!
-
- Franek:
- - A to co? Nie dosięgnę? (Próbuje go uszczypnąć, ale nie może dosięgnąć. Pies jest za wysoko.) Kiedyś cię dostanę, zobaczysz, ty pudlu! Tak cię uszczypnę, że...
-
- (Wtem nawija się kot maglarki. Tak samo tłusty jak pudel panny Gertrudy.)
-
- Franek:
- - O, kocisko! Tak samo tłuste jak pudel panny Gertrudy! A gdyby nim tak rzucić w pudla? Byłaby niezła zabawa!
-
- (Franek chwyta go za przednie łapy, buja przez chwilę, po czym bęc! - kotem o pudla. Kot jest pewny, że to pudel go napadł, pudel myśli, że to kocia sprawka. Powstaje wielki wrzask i pisk.)
-
- Gertruda:
- - Co to za wrzawa? Och, ten okropny kot maglarki znów napadł na mojego pudelka. Już ja mu pokażę!
-
- (Panna Gertruda chwyta kota za kark i daje mu parę klapsów.)
-
- Gertruda:
- - A masz! A masz!...
-
- Maglarka:
- - Proszę nie bić mego kota! Proszę go zaraz puścić!
-
- Gertruda:
- - A to pani kot?... Dobrze, że wiem! Pieska mego w mieszkaniu moim napadł! Może jest wściekły!
-
- Maglarka:
- - Mój kotek szkaradny?... Jak pani może tak się o moim Filonku wyrażać?
Scena IV - Matka:
- - A czy się też pali na tobie, chłopcze! A cóż z ciebie za łachmaniarz, że tak drzesz ten przyodziewek? Czy ty myślisz, że ojcu, matce z nieba kapie? To ty nie wiesz, że ciężko, że każdy grosz trudny, że dobrze się trza napracować, nim się co kupi? Gdzieżeś, to tak rozdarł ten rękaw?
-
- Franek:
- - Mamuniu złocista, ja sam nie wiem! Tak się oto rozdarło...
-
- Matka:
- - Nie wiesz? Ty nie wiesz? A kto po drzewach łazi, jak nie ty? Patrzcie, ludzie! Koszula taka jeszcze dobra, co z rękawami porobił! Aj, chłopaku, chłopaku! Gdzie ty sumienie masz?... A toć ty nas ze wszystkim zmarnujesz!
-
- Franek:
- - Mamuchno złota, ja się już poprawię!
-
- Matka:
- - Poprawisz ty się, wisusie, poprawisz! Z pieca na łeb! Co dzień obiecujesz, a zawsze to samo! Co też z tego chłopaka będzie?
Scena V- (W kamienicy umiera uboga wdowa, zostawiając sierotkę - małego Karolka, co jeszcze roku nie ma. Mieszkańcy radzą co z nim począć.)
-
- Kobieta I:
- - Biedna wdowa z naszej kamienicy już na tamtym świecie...
-
- Kobieta II:
- - Ale co teraz będzie z tym sierotą, Karolkiem?
-
- Kobieta III:
- - Toć to przecie samo z głodu zginie.
-
- Kobieta I:
- - Ja sama czworo mam!
-
- Kobieta II:
- - U nas bieda aż piszczy!
-
- Kobieta III:
- - Żeby tak większy, to bym wzięła! Posłużyłby, zakołysałby mego Jaśka. Ale cóż! Toż to i piastować trzeba!
-
- Franek:
- - Mamuchno złota! Weźmy tego Karolka.
-
- Matka:
- - Co ci w głowie?... Ja na ciebie, ty urwisie nastarczyć nie mogę, a będę jeszcze obce brała?...
-
- Franek:
- - Mamuchno złota! Mamuchno jedyna! On taki mały! Tak tam piszczy jak wróbelek!
-
- Matka:
- - Daj mi ty spokój z twoim Karolkiem! Dość ja z tobą jednym mam biedy!
-
- Franek:
- - Mamo! Słowo honoru mamie daję, że jak mama Karolka weźmie, to ja się poprawię. No, już ja mamie powiadam! Ma mama moje słowo! Jak ja się nie poprawię - tom kiep!
-
- (Franek jeszcze się bije w piersi, kiedy wchodzi ojciec i postawiwszy w kącie miotłę mówi:)
-
- Ojciec:
- - A wiesz, matka, że ja bym tego tam bąka, tę sierotę ze sutereny wziął...
-
- Franek:
- - Tatuńciu złocisty! Tatuńciu serdeczny, jedyny!...
-
- Ojciec:
- - A tobie co, chłopaku?
-
- (Franek biegnie do suteren, dziecko na ręce porywa i przynosi do domu. Od tego dnia trudno poznać co się z Frankiem stało.)
-
- Franek (zrywa się ze snu)
- - Czy Karolek okryty? Czy mu nie zimno?
Scena VI- (Franek zajmuje się Karolkiem. Karmi go, myje, czesze, huśta, śpiewa piosenki, uczy chodzić, opowiada różne rzeczy, robi mu zabawki. Matka aż w głowę zachodzi.)
-
- Matka:
- - Moja kumo, (mówi do sąsiadki) ten chłopak, to jakby mi go kto przemienił, taki dobry!
-
- Kuma:
- - Ej! Nie dowierzać! Nie dowierzać! Niedługo to tego będzie!
-
- Matka:
- - Czas mija, a Franek taki posłuszny, taki cichy. Nikt już szyb po sieniach nie wybija, nikt nie dudni piętami po schodach, konewkę gdzie postawią, tam stoi. Kot z pudlem nawet już się nie biją. Dzięki Bogu. Nawet koszule przestał drzeć.
-
- Matka:
- - Sprawię ci nową koszulę.
-
- Franek:
- - I... nie, mamuchno! Jeszcze mi te stare wyłatajcie! A te nowe to niechby już na Karolka szły. Z mojej jednej dwie by miał.
-
- Ojciec:
- - Spójrz matka, nasz Franek sam się czesze, myje, a te stare trzewiki, coś mu je dała, porządnie sobie na nogach wiąże, złego słowa nikt od niego nie słyszy.
-
- Matka:
- - A czy cię też Pan Jezus natchnął z tym sierotą! Ten nasz chłopak to się we wszystkim odmienił, taki się akuratny zrobił, że to daleko szukać takiego!
-
- Kobiety:
- - Dusza, nie chłopak!
-
- (Franek podbiega i całuje ojca w rękę.)
-
- Ojciec:
- - Cóż tam nowego?
-
- Franek:
- - Ja bym tatuńcia prosił, żeby mnie na książce uczyć kazał, to bym potem, jak będę mądry, Karolka też uczyć mógł.
-
- Narrator:
- Zabłysły na to ojcu łzy w oku i matka prędko twarz fartuchem otarła, a na zajutrz Franek, uśpiwszy swego wychowańca, zasiadł nad... elementarzem. Ciekawa rzecz, jak mu też to pójdzie!...
|
|