Coraz częściej na łamach prasy, w mediach spotykamy się z tematem "wybryków chuligańskich" kibiców na meczach piłki nożnej. Hasło mecz rodzi wręcz lokalny strach wśród mieszkańców miejsca jego zaistnienia. I trudno się dziwić, kiedy po takim "spotkaniu" mamy zdewastowane wystawy sklepów, autobusy, tramwaje, pociągi. Kiedy do ochrony sprowadza się całe oddziały policji i innych dodatkowych służb ochroniarskich. W takich chwilach łza się w oku kręci na myśl o tym jak dawniej "mecz" był wydarzeniem wręcz rodzinnym. Całe rodziny udawały się na stadion wspierając swoją wybraną drużynę, co najwyżej okrzykami, kołatkami lub śpiewem. Można rzec, że było święto, a nikt z jego uczestników nie odczuwał strachu, lęku i obawy o życie. Niejednokrotnie spotkania piłkarskie tak były organizowane, że np. po meczu "Cracovii" cała nasza drużyna kibiców przechodziła przez Błonia by kibicować na stadionie "Wisły". Sam pamiętam jako zawodnik drużyny juniorów "Cracovii" po zawodach w swoich kategoriach udawaliśmy się na stadion pierwszoligowej Wisły, gdzie przed bramą wejściową spotykali się młodzi piłkarze krakowskich klubów ("Zwierzyniecki", "Juvenia", "Tramwaj", "Borek", "Hutnik", "Wawel", "Podgórze", "Garbarnia" i inne) i byliśmy przez gospodarzy - niezapomnianego, wspaniałego działacza, trenera i opiekuna p. Grabek wpuszczani na trybuny bez biletów. Wiele mówi się na temat roli sportu w życiu człowieka (zarówno dzieci, młodzieży jak i dorosłych). Należałoby głębiej wniknąć w temat, co się stało z jego wizerunkiem na stadionach. Pracując wiele lat jako nauczyciel wychowania fizycznego sam obserwuję pewien, rozłam między duchem a umysłem współczesnej młodzieży. W pracy pedagogicznej powinniśmy poszukiwać i zarazem stosować metody, które w optymalny i zgodny z etyką sposób wychowałyby młodego człowieka. Sport jest tutaj doskonałą formą i metodą wychowania. Współczesna szkoła, zagubiona w wyścigu o górne pozycje w rankingach na najlepszą placówkę zapomina przede wszystkim o jednej z najistotniejszych jej funkcji - wychowaniu. Sport ma wpływać nie tylko na rozwój fizyczny i zdrowotny ucznia. Ma on również kształtować jego osobowość, poczucie własnej godności, ćwiczyć pamięć, koncentrację, posłuszeństwo. Dlatego podczas zajęć z młodzieżą należałoby dodatkowy czas poświęcić na "wspomnienia" o sportowcach, którzy byli godni do naśladowania. Jedną z takich postaci był Maksymilian Koźmin - zawodnik i działacz sportowy KS "Zwierzyniecki" oraz TS "Wisła" Kraków, znany piłkarz, bramkarz, reprezentant Polski. Podobnie jak w życiu ludzkim tak i w początkach kariery piłkarskiej Maksymiliana Koźmina decydującą rolę odegrał przypadek. Jako gorący zwolennik "szmacianki" grywanej w 1921 roku na Błoniach, zostaje dokoptowany do jednej z wielu "dzikich drużyn", które pilnie obserwował mieszkaniec Zwierzyńca - Jan Wawrzusiak, później sekretarz klubu ściśle współpracujący z księdzem Józefem Tomera, wikariuszem kościoła P. P. Norbertanek na Salwatorze, człowiekiem rozumiejącym istotę sportu i jego rolę wychowawczą. Wraz z innymi działaczami starali się zwrócić zainteresowania młodzieży z Błoń w kierunku ćwiczeń sportowych, odsuwając ich jednocześnie od bójek ulicznych oraz skłonności alkoholowych. Wyróżniający się w grze chłopcy z dzikich drużyn - wśród nich M. Koźmin - zostali dokoptowani do drużyny juniorów, która przybrała nazwę "Rudawa", w niedługim czasie zmieniła nazwę na "Kościuszko", a kilka lat później na KS. "Zwierzyniecki". W 1925 roku M. Koźmin awansuje do zespołu seniorów KS "Zwierzyniecki" - jako bramkarz - który uczestniczy w rozgrywkach o mistrzostwa "B" klasy w Krakowskim Związku Piłki Nożnej. W 1927 roku KS "Zwierzyniecki" rozgrywa mecz towarzyski z "Wisłą" wygrywając 7:1 (5:0), mimo, że Wiślacy wystąpili z ówczesnymi sławami: braćmi Kotlarczykami, M. Balcerem i H. Reymanem. W meczu tym bardzo dobrą formą wykazał się M. Koźmin, nic też dziwnego, że działacze TS "Wisła" zwrócili na niego uwagę, proponując mu grę w zespole "Białej Gwiazdy". Maksymilian Koźmin skorzystał z oferty i od 1927 roku był zawodnikiem tego klubu. Jeden z wybitnych teoretyków piłki nożnej w Anglii Mac Oollins określił rolę bramkarza: "Bramkarz - to głowa drużyny, Rola jego bowiem polega raczej na instyktownym wyczuciu każdej niebezpiecznej sytuacji, niż na samej grze i gracz nie posiadający tych wrodzonych właściwości, nie uzyska ich przez najgorliwsze treningi i nigdy nie będzie dobrym bramkarzem". Trudno o lepsze określenie zadania bramkarza oraz jego funkcji w meczu. W momencie, gdy wszystko zawiedzie, gdy przeciwnik zbliża się nieubłaganie do bramki, aby zdobyć, upragnione punkty - ostatnią instancją jest - bramkarz, który niejednokrotnie wygrywa, ale i też przegrywa mecze. W latach 1925-1955 w piłkarstwie polskim pojawiło się wielu wybitnych bramkarzy: od E. Goerlitza (IFC Katowice), S. Kisielińskiego ("Polonia" Warszawa), M. Wiśniewskiego (TS "Wisła" Kraków), M. Fontowicz ("Warta" Poznań), S. Albański ("Pogoń" Lwów), a na Maksymilianie Koźminie skończywszy. Każdy z tych bramkarzy cieszył się na krótko jako bramkarz reprezentacji Polski. Z ich nazwiskami łączy się wiele sukcesów naszego piłkarstwa, wiele niezapomnianych wrażeń i przeżyć. Oni byli bohaterami spotkań klubowych i międzypaństwowych, ich nazwiska przyciągały do piłki tysiące młodzieży żądnej sławy i popularności. Ponieważ rzadko zdarzają się bohaterowie bez skazy i tych najlepszych polskich bramkarzy nie omijały chwile załamań. Każdy z nich miał swoje tragedie, spotkał się z ostrą krytyką i gniewem zawiedzionych kibiców. Maksymilian Koźmin w swojej karierze piłkarskiej nie odnotował wielkich sukcesów na miarę niektórych swoich kolegów klubowych, np.: braci Kotlarczyków czy Mieczysława Balcera, ale swoją ogromną pracowitością na treningach oraz solidnością w wykonywaniu swoich obowiązków w bramce osiągnął formę sportową, która w roku 1950 i 1951 predysponowała go zaszczytu dwukrotnego reprezentowania barw Polski w meczach międzypaństwowych z Łotwą i Rumunią, a w roku 1952 być rezerwowym bramkarzem podczas meczu ze Szwecją w Warszawie. W latach 1928-1955 reprezentował 13-krotnie Kraków w meczach międzynarodowych i międzymiastowych. W tych latach brał udział w 22 meczach międzynarodowych rozegranych przez TS "Wisła" Kraków. W zespole ligowym TS "Wisła" rozegrał 118 meczów w polskiej ekstraklasie. Był wraz z drużyną TS "Wisła" dwukrotnym mistrzem Polski w latach 1927-1928, trzykrotnie wicemistrzem Polski w latach 1950, 1951 oraz w 1956 r. także trzykrotnie w roku 1929, 1955, 1954 - zdobywał trzecie miejsce w I lidze. Jak widać Maksymilian Koźmin wniósł duży wkład w sukces klubowy TS "Wisła" pomimo, iż na przestrzeni swojej kariery był bramkarzem o nie ustabilizowanej formie. Był obdarzony dobrymi warunkami fizycznymi, swe sukcesy, osiągnięcia zawdzięczał jednak rzadziej wówczas umiejętnościami wyłapywania dośrodkowań na przedpolu i zaczął ten element techniki bramkarskiej stosować jako pierwszy w Polsce. Wybitna ruchliwość, umiejętność ustawiania się w bramce w stosunku do zmienności akcji przeciwnika, była na owe czasy kwitowana przez dziennikarzy, jako gra nerwowa Nigdy nie wierzył, w bramkarskie szczęście, polegał tylko na tym, co do perfekcji opanował podczas wyczerpujących treningów. Wielki autorytet polskiego piłkarstwa, legendarny piłkarz, niezrównany pedagog - Józef Kałuża, tak oceniał walory piłkarskie Maksymiliana Koźmina w TS "Wisła": "Oczywiście Koźmin był w klubie swoim głównym aktorem. Gracz ten, doskonały technicznie o świetnych warunkach fizycznych uważany musi być za najlepszego w Polsce w swym fachu Poprzednia skłonność do opuszczania bramki znikła u niego, a z nią najsłabszy punkt gry. Ostatnie mecze w drużynie klubowej dowiodły, że opanował wszystkie dziedziny gry bramkarza, operując w niej dużą dozą intuicji i inicjatywy". W roku 1932 Józef Kałuża - kapitan związkowy Polskiego Związku Piłki Nożnej, przed powołaniem M. Koźmina na mecz ze Szwecją w Warszawie w 1952 r. - jako rezerwowy bramkarz - tak umotywował swoją decyzję: "Dziś Koźmin jest niewątpliwie wartościowszy, dysponując większym zasobem umiejętności technicznych i większą rutyną. Doskonała postawa w połączeniu z chaotycznością ruchów czynią jego grę miłą dla oka". Nienaganna postawa moralna na boiskach i poza nimi przysporzyła Maksymilianowi Koźminowi wiele splendoru wśród sympatyków piłki nożnej, działaczy i zawodników KS "Zwierzyniecki" oraz TS "Wisła" w latach, gdy był zawodnikiem i trenerem. "Maksymilian Koźmin odkąd pamiętam - wspomina Artur Woźniak - był bardzo lubiany przez zawodników, był to prawy człowiek, bez żadnych nałogów. Należał do prawdziwych sportowców, lubianych przez młodzież, jak i przez ludzi, z którymi obcował, na co dzień". Sport stanowił główną treść życia Maksymiliana Koźmina, dostarczył mu niezapomnianych, doznań, ale nie wypełnił bez reszty jego życia. Praca zawodowa i życie rodzinne w zaciszu domowym pozwoliło mu oddalić się od rozgłosu i wielkomiejskiego zgiełku, przedkładając spokój i ciszę ponad wszelkie rozrywki. Z okazji 60-lecia istnienia Krakowski Okręgowy Związek Piłki Nożnej wspólnie z redakcją "Gazety Południowej" zorganizował plebiscyt na najlepszego piłkarza i najlepszą reprezentację Krakowa w minionym 60-leciu. Na pozycji bramkarza bezkonkurencyjny okazał się Jerzy Jurowicz (TS "Wisła") - 77% głosów, na szóstej pozycji uplasował się Maksymilian Koźmin. Doceniając zasługi Maksymiliana Koźmina w pracy zawodowej i społecznej w Zakładach. Przemysłu Tytoniowego w Krakowie oraz jego działalności sportowej na terenie Krakowa, Prezydium Rady Narodowej m. Krakowa nadało 14 lipca 1966 r. Maksymilianowi Koźminowi Złotą Odznakę "Za pracę społeczną dla m. Krakowa". Natomiast Klub Sportowy "Zwierzyniecki" z okazji jubileuszu 40-lecia i 50-lecia Klubu przyznały: Złotą odznakę klubową 40-lecia KS "Zwierzyniecki" i Złotą odznakę jubileuszową 50-lecia KS "Zwierzyniecki". Gwardyjskie Towarzystwo Sportowe "Wisła" w Krakowie w uznaniu zasług Maksymiliana Koźmina uhonorowało go z okazji jubileuszu 50-lecia i 60-lecia Towarzystwa: Złotą odznaką jubileuszową 50-lecia "Gwardia - Wisła" i Honorową odznaką jubileuszową 60-lecia TS "Wisła". Gdy choroba niespodziewanie zagroziła jego zdrowiu i nieubłagalnie zbliżył się kres skromnego życia, gdy tym razem nie witały go tłumy z boisk piłkarskich, lecz odprowadzały na ostatnią drogę jego życia, a nad grobem cmentarza Salwatorskiego pochylił się sztandar KS "Zwierzyniecki", zabrakło - co z przykrością trzeba stwierdzić - sztandaru Gwardyjakiego Towarzystwa Sportowego "Wisła", któremu poświęcił tyle pięknych chwil swojego życia. Olbrzymi szacunek jaki go otaczał w jego ukochanej dzielnicy Krakowa - Zwierzyńcu, przejawił się najlepiej w bolesnym dniu - zgonu 20 lipca 1985 r. - i manifestacyjnego pogrzebu 25 lipca 1985 r., pogrzebu wspaniałego Człowieka. To czego zdołał dokonać po wszystkie czasy zapewni mu najbardziej poczesne miejsce w gronie tych, którzy zdziałali wiele dla dobra polskiej piłki nożnej. Sport stanowił główną treść życia M. Koźmina, dostarczył mu niezapomnianych doznań, ale nie wypełnił baz reszty jego życia. Obok walorów zawodniczych posiadał moralne, częściowo artystyczne w dziedzinie teatralnej i rzeźbiarskiej oraz patriotyczne, które stanowią znakomity wzorzec osobowościowy dla szerokiej rzeszy młodzieży piłkarskiej i działaczy klubów sportowych.
Bibliografia: - Radon A.: Op. cit., s, 254; 25-lecie TS "Wisła" Kraków 1906 -1951. Kraków 1951, s. 26;
- "Raz Dwa Trzy" 1952, nr 56. s. 6;
- Kukulski J,: Op. cit., s. 58, 59;
- 50-lecie TS "Wisła" w Krakowie, s. 65;
- Tamże, s. 58;
- Tamże, s. 66;
- "Raz Dwa Trzy" 1951, nr 54, s. 4-5;
- "Raz Dwa Trzy" 1952, nr 2, s.6;
- Relacja pisemna Artura Woźniaka z 10.11.1984r.;
- "Gazeta Południowa" 1980, nr 98, s.6;
- Rada Narodowa m. Krakowa, Legitymacja nr 1848 66;
- 40 lat "Zwierzynieckiego" KS, s. 114;
- "Zwierzyniecki" KS, Legitymacja nr 50 75;
- Księga pamiątkowa 50-lecia "Gwardia-Wisła", s. 206;
- 60 lat pod szczęśliwą gwiazdą, Kraków 1966, s. 512.
|