Działa tylko w IE - sorry!    
     

Wewnątrzszkolne doskonalenie nauczycieli
- potrzeba, zmora czy obowiązek?

mgr inż. Ewa Urbaniak


Określenie "WDN" pojawiło się wiele lat temu i od razu budziło, zarówno wśród zwolenników jak i sceptyków. Dziś wciąż nabiera różnych znaczeń, w zależności od tego jak realizuje się jego idee, jak szkoła przeobraża się w trakcie reformy. Myślę tutaj nie tylko o zmianach, wymuszonych przez prawo, ale także o autonomii, własnej inicjatywie i samodoskonaleniu. Uświadamianie nauczycielom roli WDN-u w rozwoju organizacyjnym szkoły było zadaniem dyrektorów szkól i starannie wyedukowanych liderów WDN-u, którzy musieli nieraz włożyć sporo wysiłku, by pomóc niedowiarkom w zrozumieniu źródeł oporu przeciwko zmianom i przezwyciężaniu obaw. Mimo sporego sceptycyzmu, wątpliwości i niemałego chaosu, udało się przecież wspólnie rozwiązać wiele problemów. Z całą mocą podkreślam słowo "wspólnie", bo integrację zespołu uważam za największa wartość Wewnątrzszkolnego Doskonalenia Nauczycieli. Razem planujemy, uczymy się, ustalamy zasady i normy funkcjonowania szkoły, wypracowujemy ważne dokumenty szkolne i co bardzo istotne: wszyscy czujemy się odpowiedzialni za realizację celów i zadań, które sobie założyliśmy.

Jednym z dobrych rozwiązań na podnoszenie jakości pracy szkoły okazał się fundusz na doskonalenie nauczycieli. Można spożytkować go chociażby na organizacje różnych form szkoleń rady pedagogicznej z udziałem specjalistów. Szkoła, którą kieruję, współpracuje z Wojewódzkim Ośrodkiem Doskonalenia Nauczycieli w Sieradzu. Jej pracownicy prowadzili z moją rada interesujące zajęcia warsztatowe. Ponieważ tematyka została wybrana przez nas wspólnie, zainteresowanie i motywacja do pracy były wysokie. Wynikały bowiem z naszych potrzeb i oczekiwań. I to jest bardzo cenne, że możemy uczyć się akurat tego, czego chcemy.

Skorzystaliśmy więc ze szkoleń prowadzonych przez Panią mgr Ewę Ruszkowską na temat: "Konstruowanie programów wychowawczych z uwzględnieniem Konwencji Praw Dziecka". Wychowanie to najtrudniejsza i najdelikatniejsza zarazem strona szkolnej rzeczywistości. Wymaga przede wszystkim wielkiego serca i zaangażowania ze strony nauczycieli, ale także głębokiej wiedzy z takich dziedzin jak: psychologia, pedagogika czy prawo cywilne. Zajęcia z takim specjalistą, jak Pani Ewa Ruszkowska, pozostawiły w nas przeświadczenie, że wiele mamy jeszcze do zrobienia w obszarze: wychowanie i opieka. Spojrzenie na szkołę obserwatora z zewnątrz jest z pewnością od czasu do czasu wskazane. Pomaga on nam dostrzec problemy, do których albo się już przyzwyczailiśmy, albo już ich nie widzimy.

Projektowania ścieżek edukacyjnych uczyliśmy się od Pani mgr Bożeny Lebiedzińskiej. Dzięki tym zajęciom oprócz zdobycia wiedzy i umiejętności przydatnych w projektowaniu, uświadomiliśmy sobie zalety i słabości ścieżek oraz wyartykułowaliśmy problemy, z jakimi spotykamy się przy ich realizacji. Kłopoty z synchronizacją tematów, brak doświadczenia, czasochłonne przygotowywanie zadań wymuszają na nas nie tylko dodatkowe obowiązki, ale współdziałanie, wymianę doświadczeń. Po ustaleniu procedury projektowania ścieżek, ustalaliśmy w zespołach ostateczne wersje redakcyjne programu. Mimo ciężkiej, mozolnej pracy mieliśmy poczucie satysfakcji z rozwiązanego wspólnie problemu. Mam tylko obawy, czy ktoś za chwilę tego nam nie odbierze, bo okaże się na przykład, że widzi to inaczej (niekoniecznie lepiej). Doskwiera mi świadomość , że jako dyrektor motywuję ludzi do samodzielnego wypracowywania dokumentów, a kiedy już poświęcą czas i energię, z powodu "ujednolicenia" otrzymujemy gotowy, narzucony schemat podobno "najlepszy z możliwych". To taka mała dygresja osoby, która często staje miedzy przysłowiowym "młotem a kowadłem".

Z żywym zainteresowaniem spotkały się również w mojej radzie pedagogicznej zajęcia prowadzone przez Panią mgr Jadwigę Wysocką na temat awansu zawodowego nauczyciela. Interpretacja niektórych zapisów o ścieżce awansu. Interpretacja niektórych zapisów o ścieżce awansu okazała się niezwykle pomocna w planowaniu rozwoju zawodowego, rozwiała wiele wątpliwości i zachęciła do wykorzystania szans, bo okazuje się, że "nie taki diabeł straszny...". Jedynie napracować się trzeba. Dla tych, którzy czuli jeszcze niedosyt informacji (wynikający tylko z braku czasu) przewidujemy zajęcia, które poprowadzi Pani mgr Danuta Dymczyk, a będą dotyczyły analizy przypadku.

Wróćmy do pytania podstawowego w tytule. WDN - potrzeba, zmora czy obowiązek? Myślę, że zdecydowanie to pierwsze. Może banalne jest stwierdzenie, którego przypomnienie zaryzykuję: jeśli stoisz w miejscu, to znaczy, że tak naprawdę się cofasz. Doskonalić się musimy, a że wewnątrz szkoły? To ma swoje zalety: korzystają wszyscy, rozmawia się o realnych potrzebach szkoły lub środowiska, o tym, co nam najbliższe. Uczymy się i rozwiązujemy problemy w miejscu pracy, to nas integruje. Nie ponosimy kosztów, nie tracimy czasu na dojazdy. I to, co najważniejsze: współpracujemy ze sobą i jesteśmy ze siebie odpowiedzialni. Jeśli to się uda, atmosfera w szkole będzie naprawdę przyjazna - nie tylko w deklaracjach, misjach i folderach.