Żyjemy w świecie, w którym ważniejsze od radzenia sobie z rzeczami, stało się radzenie sobie z ludźmi. Obecnie usilnie staramy się pozyskać umiejętności trafnego docierania do drugiego człowieka, diagnozowanie jego potrzeb, identyfikowania się z jego problemami i empatowanie jego przeżyć. W pracy z ludźmi należy posiąść określone umiejętności społeczne. Umiejętności te stanowią chyba najważniejszą część warsztatu zawodowego, poza wiedzą merytoryczną, organizacją i techniką. Myślę, a nawet wiem, że ich brak lub niski poziom sprawia, że człowiek ma ograniczoną kontrolę nad sytuacją, podnosi mu się napięcie emocjonalne, a także zmniejszają się możliwości zachowań alternatywnych. Praca pedagoga szkolnego stawia przed osobą pełniącą tę funkcję w szkole, liczne kategorie kontaktów społecznych, które należy podejmować realizując na różnych płaszczyznach pracy pedagogicznej wsparcie społeczne. Właściwie odbyty trening umiejętności społecznych pedagoga szkolnego wpływa na jego kompetencje i sprawia, że bez obaw może on podejmować się pełnienia ról: doradcy, terapeuty, opiekuna, mediatora, inicjatora, konsultanta bądź koordynatora pracy opiekuńczo-wychowawczej, a przede wszystkim łącznika szkoły ze środowiskiem oraz instytucjami wspomagającymi szkołę w wypełnianiu przez nią różnorodnych ról. Wielość ról, w jakich powinien występować pedagog szkolny, niejednokrotnie przekracza realne możliwości pedagoga, planowane formy pracy, a nawet jego kompetencje, więc wymaga ciągłego doskonalenia warsztatu pracy oraz podnoszenia merytoryczno-praktycznych kwalifikacji. Jednak proces podnoszenia kwalifikacji nie zawsze musi być realizowany poprzez szkolenia. Na pewnym etapie funkcjonowania w zawodzie przydatniejszym jawi mi się raczej doświadczanie się w wielorakich sytuacjach życiowych, przybierających charakter interakcji np: jednostronnej, dwustronnej, stałej, zmiennej. Wchodzenie w nowe sytuacje - nierzadko trudne, problemowe, skrajne (?), wzbogaca nas o doświadczenia niezbędne w pracy z jednostkami, których problemy przerażają pedagogów, realizujących swoje zadania w zaciszu maleńkiego gabineciku. Sporadycznie wkraczają do klas z góry ustalonym tematem z zakresu profilaktyki uzależnień bądź nowatorskich metod radzenia sobie z trudnościami dydaktycznymi. Ustalone dla pedagogów szkolnych zakresy działań powinny być weryfikowane przez nich samych w wyniku trafnie przeprowadzonej diagnozy pedagogicznej, która stanowi punkt wyjścia do realizacji zadań profilaktycznych, kompensacyjnych, resocjalizacyjnych, jak również otoczenia indywidualną opieką uczniów przejawiających szczególne problemy przystosowawcze. Służą temu różne formy pracy: ankiety przeprowadzane w klasach, rozmowy z wychowawcami, uczniami, rodzicami, obserwacja uczniów w toku zajęć lekcyjnych i pozalekcyjnych, analiza dokumentów uczniowskich itp. Niestety w mojej pracy te źródła informacji nie zawsze stanowiły dla mnie kompendium wiedzy o uczniach. Często za osobiste fiasko poczytywałam sobie niemożność wsparcia lub rozwiązania problemu klienta, który oczekiwał ode mnie pomocy. Miałam trudności w identyfikacji problemu, występujące objawy nie zawsze pozwalały mi na precyzyjne nazwanie istniejącego problemu. Z dnia na dzień czułam się przygniatana trudnościami innych ludzi, którzy nierzadko traktowali mnie "jak konfesjonał", a poza tym wyczuwali, że stanowię niezły potencjał energii, której niestety w trakcie wizyty skutecznie mnie pozbawiali. Antidotum na "wypalanie się sił witalnych" były spotkania z bardziej doświadczonymi pedagogami oraz "teoretykami". Właśnie w tym okresie mojej kariery zawodowej podjęłam decyzję o zrobieniu czegoś, co podniesie jakość wykonywanej przeze mnie pracy, a także rozwiąże "te kawałki" z mojego osobistego życia, które stanowią barierę w pracy zawodowej. Ukończenie studium socjoterapii sprawiło, że w mojej pracy zawodowej nastąpił zwrot w kierunku samorefleksji, a co za tym idzie - celniejszego diagnozowania, a nie tylko pozornego oceniania dostrzeżonej sytuacji bądź zjawiska. Praca pedagoga wnosi do życia wiele nietypowych i zawikłanych wydarzeń, którymi są losy ludzi - uczniów i ich rodzin. Sprawia, że należy się z nimi zmierzyć, oczywiście tylko wtedy, gdy klient jest zdecydowany na wejście w kontakt interpersonalny i gotowy ma przyjęcie pomocy. Z doświadczenia wiem, że niektórym uczniom bardzo zależało, abym to właśnie ja opiekowała się nimi i wspierała w patowych (w/g nich) sytuacjach. Dowodem na to jest przypadek uczennicy, która była ze mną w stałym kontakcie poprzez terapie indywidualne przez ponad dwa lata (przy czym przez 1 rok szkolny byłam nieobecna w szkole z powodów osobistych). Podejmowanie przeze mnie różnych wariantów rozwiązania problemów uczniowskich sprawiło, że konsultowałam indywidualne przypadki ze specjalistami z różnych dziedzin: terapeutami, psychologami, psychiatrami, policjantami, prawnikami, pracownikami socjalnymi i kuratorami sądowymi w pionie rodzinnym i karnym. Wielokrotnie dopiero ujawnienie przeze mnie problemu specjaliście stanowiło o jego rozwiązaniu. Wcześniej - po rozmowie z uczniem bądź jego rodzicami, czy też wychowawcą, przekazywałam sprawę do odpowiedniej instytucji, formułując wniosek w imieniu ucznia bądź jego rodziców, pozbawiając się satysfakcji sprawdzenia się w samodzielnym rozwiązaniu trudności, z którymi borykał się mój klient. Często uczniowie uważają, że to właśnie pedagog szkolny powinien być ich obrońcą, mediatorem, powiernikiem i rzecznikiem praw. Takie ujęcie roli pedagoga przez uczniów, dalece wykracza poza zakres zadań stawianych mu w ustawie i tylko od niego samego będzie zależało, czy i w jakim zakresie swych działań sprosta wyżej wymienionym oczekiwaniom. Według mnie postawy pedagogów szkolnych związane z rozwinięciem form pomocy, wynikają z oczekiwań i potrzeb zarówno uczniów, nauczycieli jak i rodziców. Jednak niektóre formy oddziaływań pedagogicznych wobec uczniów szkoły zawodowej są trudne do realizacji, wynikają one ze specyficznych uwarunkowań tego typu szkoły. Chodzi mi głównie o rozpoznanie warunków życia uczniów i ich rodzin, czyli realizowanie wywiadów środowiskowych, które stanowią "kopalnię wiedzy" n/t nieprawidłowości w funkcjonowaniu ucznia w grupie rówieśniczej, szeroko pojętego radzenia sobie w szkole, absencji na zajęciach szkolnych itp. Dopiero od momentu zacieśnienia współpracy z MOPS-ami, a przede wszystkim z Sądem, po wnikliwej analizie sprawozdań z nadzorów sądowych i wywiadów sporządzonych przez pracowników socjalnych - pojęłam, ile czynników (na które my nauczyciele nie mamy wpływu), zakłóca prawidłowe funkcjonowanie ucznia w szkole. Ale skąd taką wiedzę ma posiąść jeden pedagog szkolny, opiekujący się grubo ponad tysiącem uczniów, rozproszonych po całym powiecie, a nawet województwie, realizując swój etat w zakresie czterech godzin zegarowych dziennie? Może przez ściślejsze kontakty z instytucjami wspierającymi szkołę i rodzinę, zaangażowanie w działalność na rzecz społeczną, aktywny udział w strukturach samorządowych? Jak na razie wyżej wymienione gremia oczekują od pedagogów sprawozdań, opinii, statystyk, realizacji wykupionych (bez zaczerpnięcia opinii pedagoga) programów, nie zawsze potrzebnych i trafnie wybranych. Wskazanym byłoby, aby to właśnie pedagog szkolny był decydentem w sprawach pomocy społecznej uczniom i ich rodzinom, aby to on zasiadał w komisjach D/S "różnych" - dzieląc się swoją bogatą wiedzą i doświadczeniem zawodowym. Z mojej wiedzy i doświadczenia zawodowego od lutego 1999 roku korzysta Sąd Rejonowy w Tucholi, powołując mnie na stanowisko kuratora społecznego w pionie rodzinnym. Do czasu objęcia przeze mnie tej funkcji, prowadziłam ewidencję uczniów i ich rodzin, objętych nadzorem sądu. Niestety moją wiedzę na ten temat czerpałam jedynie z opisów postanowień sądu, nie wiedząc dokładnie, co dalej robić, oprócz tego, że był to jeden z punktów mojej statystyki zawartej w sprawozdaniu do Rady Pedagogicznej. Starałam się nawet rozmawiać z nieletnimi będącymi pod nadzorem sądu, na temat popełnionych przez nich czynów. Rozmowy te nie pogłębiły mojej wiedzy o tych uczniach, a oni czuli się inwigilowani dodatkowo w środowisku szkolnym. Do mnie należało sporządzanie opinii (przy wsparciu ze strony wychowawcy) o uczniu, na wniosek sądu, często był to kontakt osobisty lub telefoniczny z kuratorem ucznia. W przypadku rodzin uczniów objętych nadzorem sądu, również moja rola wydawała mi się nieprecyzyjnie określona, bo nikt z podopiecznych sądu nie był skory do zwierzeń, a rodzice nawet zatajali w/w fakt i nie pozwalali go ujawniać nauczycielom. Źle pojmowana przeze mnie dyskrecja wobec podopiecznych sądu sprawiała, że tylko w razie nagłej potrzeby, postanowienie sądu wobec ucznia lub jego rodziny "oglądało światło dzienne". Po przeanalizowaniu kilku tomów akt sądowych skonstatowałam, że moim uczniom jak ich rówieśnikom z innych szkół, trudno brnąć przez życie, nie zbaczając "na manowce", kiedy muszą taszczyć na swych plecach bagaż doświadczeń zapisanych traumatycznymi wydarzeniami rodzinnymi, patologią zachowań ich bliskich, niskim poziomem kultury i wykształcenia, słowem tym wszystkim, co zaburza normalny rozwój i funkcjonowanie młodego człowieka. Od momentu zaistnienia w roli kuratora społecznego moja współpraca z nauczycielami stała się skuteczniejsza, bo miałam w ręku atuty, z których zawsze mogłam skorzystać stając w obronie ucznia bądź wspomagając nauczyciela, który wahał się, jaką decyzje podjąć wobec niedostosowanej społecznie jednostki. Moje kontakty ze środowiskiem, w którym pracowałam, obfitowały i obfitują nadal w masę nietypowych, śmiesznych, a nawet dramatycznych sytuacji. Ścieram się z poglądami osób, którym obca jest umiejętność prowadzenia dyskusji na tematy osobiste, intymne, nieraz trafiam na mur oporu wobec chęci wniknięcia np: w źródła i poziom dochodów rodziny, metod wychowawczych stosowanych wobec małoletnich dzieci czy też utrzymania higieny w szeroko pojętym znaczeniu. Ludzie, których życie i funkcjonowanie zostało zaburzone do tego stopnia, że wymagało interwencji sądowej i zlecenia nań nadzoru kuratorskiego, niejednokrotnie nie rozumieją błędów przez siebie popełnionych, reagują agresywnie i napastliwie na intruza, który "nawiedza" ich w różne dni tygodnia, bez zapowiedzi. Podopieczni sądu, to przede wszystkim ludzie, którzy nie oczekują wsparcia, nie proszą o pomoc, a nadzór kuratorski odbierają jak narzucanie pomocy. Stykałam się niekiedy z fałszowaniem oczekiwanych przeze mnie informacji, bagatelizowaniem problemu lub niedostrzeganiem go w ogóle. W zasadzie cały zakres kategorii przydzielanych mi spraw oscylował wokół zagadnień mi znanych, ze względu na odpowiednie przygotowanie pod kątem stawiania diagnoz, umiejętności opracowywania planów pracy naprawczej, a także wnioskowania czy też antycypowania, co do rozwoju zdiagnozowanego zjawiska. Praca pedagoga zawsze prowokowała mnie do poszerzania obszarów swojej wiedzy i zakresu działalności, a ciekawość świata i ludzi (do których nastawiona jestem bardzo optymistycznie) pchała mnie do zmierzania się z nowymi wyzwaniami i problemami, których ciężar gatunkowy zniechęca wielu ambitnych ludzi. Wieczne doświadczanie się w relacjach interpersonalnych wzbogaca możliwość zachowań alternatywnych, a tylko praktyka różnorodnych kontaktów sprzyja przeżywaniu wachlarza stanów emocjonalnych, na które człowiek nie zawsze potrafi adekwatnie reagować. Moje osobiste konto nadzorów kuratorskich, to około 40 spraw - Nw, Opm, Alk. Czasami sprawowałam dwa różne nadzory w jednej rodzinie, z pozoru niepatologicznej, ale o zaburzonym funkcjonowaniu, wynikającym z braku więzi rodzinnych, z niezrozumienia reguł bycia dobrym opiekunem itp. Niekiedy w swojej pracy dotykałam bardzo drażliwych spraw, które w normalnie egzystującej rodzinie są poza obszarem zainteresowania ludzi z zewnątrz. Ale jako pedagog również stykam się z problemami, których nie każdy nauczyciel chciałby się podejmować, chociażby ze względu na to, że pewne obszary życia ludzkiego traktowane są jako tabu. Intuicja i takt (nie tylko pedagogiczny) pozwalają mi - osobie niezaangażowanej emocjonalnie, podjąć temat antykoncepcji np. z matką wielodzietnej zubożałej rodziny, porozmawiać o diecie niemowlęcia bezglutenowego, a nawet wystąpić w roli mediatora pomiędzy teściową a znienawidzoną synową, której życie ogranicza się tylko do "prowadzenia domu", pracy na kilku arach i rodzenia dzieci. Nadzorem otaczam zazwyczaj całą rodzinę, do której wkraczam, nie ograniczam się jedynie do konkretnego podopiecznego, ponieważ źródła popełniania czynów niezgodnych z prawem tkwią czasami bardzo głęboko i należy je rozpatrywać wielopłaszczyznowo. Po pewnym czasie członkowie tych rodzin, czując moje zaangażowanie w podjętą pracę, otwierają przede mną te zakamarki ich życia, do których nie zaglądano od lat. Nie wyobrażam sobie jednak skutecznej pracy resocjalizacyjnej i naprawczej kuratora społecznego bez możliwości odwoływania się do doświadczeń i wiedzy praktycznej zdobytej na stanowisku pedagoga szkolnego. Znajomość prawa oświatowego i realiów życia szkoły (nie tylko zawodowej), pozwala mi jednoznacznie ocenić nieprawidłowości w np. realizacji obowiązku szkolnego przez małoletnich członków rodzin, które odwiedzam. Wielokrotnie to ja rozbudzam ambicje w dzieciach, których rodzice nie motywują ich do kontynuowania nauki, chociażby z powodu braków finansowych. Kieruję moich podopiecznych i nieletnich do instytucji wspierających rodzinę w różnych obszarach jej życia. Bardzo często pewne formy pracy kuratora i pedagoga powielane są przeze mnie, a przyświeca im ten sam cel - dobro jednostki i rodziny, złagodzenie skutków patologicznych zachowań bądź pokazanie moim podopiecznym, że powodzenie w ich życiu zależy od nich samych. Muszą się tylko trochę postarać. Tak jak moi klienci, wchodzący do gabinetu pedagoga, są reprezentantami różnych grup społecznych, tak i moi podopieczni stanowią przekrój naszego społeczeństwa. Nie są to li tylko ludzie zubożali o niskim wykształceniu, w szponach nałogów czy bezrobotni, bez ściśle sprecyzowanej hierarchii wartości. Nieumiejętność sprawowania władzy rodzicielskiej lub alkoholizm, dotyka nawet rodziny uchodzące w środowisku sąsiedzkim za majętne i zaradne życiowo. Ale pozory normalności opadają w chwili, gdy jest się obserwatorem kontaktów interpersonalnych członków tych rodzin, kiedy podejmuje się indywidualne rozmowy w warunkach sprzyjających zwierzeniom. Zauważyłam, że nie zawsze "byt kształtuje świadomość człowieka". Dysfunkcyjność rodziny lub jej szeregowych członków wynika często z braku oddziaływania pozytywnych wzorców, ze źle przeprowadzonego procesu wychowania, a nawet z nieumiejętnie okazywanej miłości, czułości bądź ich całkowitego braku. Niestety nie zawsze w trakcie prowadzonego nadzoru udało mi się nawiązać kontakt sprzyjający realizacji zamierzonego planu pracy. Bywało, iż nie osiągałam zadowolenia płynącego za zniwelowania zdiagnozowanego problemu np: resocjalizacji nieletniego, odejścia alkoholika od nałogu albo odbudowania spokojnego życia dzieciom, których rodzice mieli ograniczone prawa rodzicielskie, bo byli niewydolni wychowawczo. Również w pracy pedagoga występują sukcesy lub porażki zawodowe. Miernikiem mojej pracy nie są bardzo dobre oceny uzyskane podczas lustracji przeprowadzanych prze Kuratora Okręgowego, ani wielokrotne uznanie uczniów i pracowników szkoły, a nawet dobrze układająca się współpraca z instytucjami i środowiskiem. Ważny jest komfort bycia z ludźmi, otaczanie się nimi i angażowanie się w ich sprawy. |