Działa tylko w IE - sorry!    
     

Rola rodziców

mgr Gabriela Krupska


Rola rodziców w zapobieganiu psychicznym skutkom
hospitalizacji dziecka przewlekle chorego

Skierowanie przewlekle chorego dziecka do placówki leczniczej jest podyktowane koniecznością walki o jego najważniejsze dobro - zdrowie.

Z perspektywy chorego dziecka, mającego za sobą już pierwsze doświadczenia związane z chorobą, diagnozą i reakcją rodziców, oznacza to jednak wiele strat życiowych. W zależności od wieku, sytuacji rodzinnej i cech indywidualnych, lista tych dolegliwości i ich hierarchia może być różna. Dla młodszych - najbardziej stresująca jest rozłąka z rodzicami, dla nastolatków może to już być zerwanie więzi z rówieśnikami, a dopiero później z rodziną. Do ogólnej listy przykrości związanych z pobytem w szpitalu zaliczyć można: lęk przed cierpieniem związanym z chorobą i procesem leczenia, obawy przed nowym środowiskiem, zmiany w trybie życia, konieczność przebudowy własnego obrazu i perspektyw życiowych, powstanie zaległości w nauce szkolnej lub też czasem rozłąka z komputerem, ulubionym zwierzakiem czy miłym zajęciem.

Szczególnie pierwszy pobyt dziecka w szpitalu obarczony jest ryzykiem dużego przeciążenia jego psychiki. Czynniki stresujące nakładają się na siebie i wzajemnie wzmacniają. Na niepewność najbliższego losu nakłada się znoszenie fizycznego bólu, trudnych emocji i ograniczeń, które wynikają z samego trybu życia i wymagań szpitalnych. Dziecko staje się uzależnione od szeregu nowych osób, które decydują co powinno robić i w istotny sposób ograniczają ten zakres wolności i samodzielności, które już posiada w rodzinie. Nawet przy dużej życzliwości pracowników szpitala, sytuacja taka może przekraczać adaptacyjne możliwości psychiki dziecka i w połączeniu z lękiem, tęsknotą może stać się przyczyną urazu psychicznego.

Dziecięce placówki lecznicze są obecnie wystarczająco dobrze przygotowane do wspierania dzieci w tych kryzysowych chwilach. Na lepszy komfort psychiczny dziecka pracują zarówno pracownicy medyczni, jak i pedagogiczni wspierani przez psychologów. Nikt już nie zamyka też oddziałów dziecięcych przed rodzicami. Wszyscy uznają i respektują wartość swobodnego kontaktowania się dziecka z najbliższymi osobami. Nikt nie jest wszak bardziej powołany i zobowiązany do zadbania o sferę przeżyć dziecka niż jego rodzice.

Z perspektywy kilkunastu lat pracy pedagogicznej w szpitalu dla dzieci z chorobą reumatyczną widać, że sztuka bycia z dzieckiem w tej sytuacji jest dla wielu rodziców trudna i obarczona niektórymi błędnymi stereotypami i schematami dotyczącymi wychowania w ogóle. Wszystko jest jasne i proste, gdy dotyczy samej opieki nad dzieckiem. Wiadomo do szpitala przynosi się smakołyki, czyste ubrania, zostawia się kieszonkowe, telefon komórkowy, zabawkę. Naturalnie, dopieszczanie dziecka jest bardzo wskazane i potrzebne obu stronom. Sytuacja komplikuje się jednak, gdy do głosu dochodzą trudne emocje dziecka. Nikt nie uczy rodziców, jak radzić sobie z przeżyciami własnymi i dziecięcymi w stresujących sytuacjach. Profesjonalna pomoc psychologiczna, czy działalność grup wsparcia jest jeszcze w naszej rzeczywistości egzotyką. Mimo to, w praktyce zawodowej miałam przyjemność obserwować wielu skutecznych i świetnie radzących sobie rodziców. Miałam też okazję być świadkiem zachowań osób dorosłych dostarczających dziecku dodatkowych niepokojów. Do tego gatunku zaliczam na przykład zwyczaj mówienia o dziecku i za dziecko w trzeciej osobie, nawet gdy jest to już wyrośnięty nastolatek. Pewną gorszą odmianą jest też pouczanie, udzielanie wytycznych w obecności pracowników szpitala, lub informowanie na wstępie o wadach własnego dziecka. Takie tworzenie sojuszy typu: dorosły-dorosły, bywa nawet kłopotliwe dla osoby, która będzie się w jakimś zakresie później opiekować dzieckiem, z pewnością nie poprawia w niczym sytuacji dziecka. Jest to raczej forma maskowania własnych niepokojów i przyklejania zbędnych etykiet dziecku.

W pierwszych dniach pobytu dziecka na oddziale, spodziewać się należy, że będzie intensywnie przeżywało takie emocje jak: strach, lęk, złość, żal, smutek i tęsknotę. Ekspresja tych uczuć bywa szczególnie silna u młodszych dzieci, ale jej całkowity brak nie oznacza, że dziecko nie cierpi. Rodzice powinni wiedzieć, że czasem pozorny spokój nie oznacza dobrej adaptacji dziecka do nowej sytuacji, a te najbardziej bolesne przeżycia być może zostały wyparte ze świadomości. Często dzieje się tak, gdy rodzice oczekują od dziecka dzielności ponad miarę jego możliwości. Zmuszanie do radzenia sobie samemu i zachowania dobrego nastroju w tak trudnej sytuacji jest dużą pomyłką wychowawczą. Zawstydzanie, krytykowanie, przytaczanie przykładów innych "dzielnych" dzieci jest całkowitym brakiem zrozumienia uczuć dziecka. Należy mieć tu świadomość, że jest to działanie ukierunkowane na uwalnianie siebie samego od dyskomfortu psychicznego. Opanowane, spokojne, nieskarżące się dziecko daje poczucie, że wszystko jest dobrze. Dziecko spełniło oczekiwania rodziców i zostało w jakiś sposób nagrodzone, ale zostało też samo ze swoimi kłopotliwymi uczuciami. Psychika dziecka została więc dodatkowo obciążona.

Strategia walki dorosłych z dzieckiem, aby nie czuło tego co właśnie czuje, nie należy do rzadkości. Należałoby zastąpić ją świadomą pomocą w uwalnianiu się od przykrych emocji. Pierwszym krokiem jest tu uznanie własnych trudnych uczuć związanych z chorobą dziecka i rozłąką. Rodzic, który jest świadomy własnych przeżyć, łatwiej zaakceptuje emocje dziecka. Młodsze dziecko często potrzebuje też pomocy w nazwaniu i określeniu tego co przeżywa, bo samo nie potrafi rozpoznać własnych stanów emocjonalnych. W ten sposób uświadamiamy dziecku, że wiemy jak się czuje, rozumiemy jego żal, złość, smutek i uważamy to za zupełnie normalne w tej sytuacji. Nie należy się też zbytnio spieszyć z pocieszaniem, odwracaniem uwagi. Czasem warto bardzo uważnie posłuchać i potwierdzić, że dotarły do nas te informacje. Respektowanie, a nie tłumaczenie przykrych przeżyć dziecka, daje duże szanse na uwalnianie się od nich.

W szczególnie trudnej sytuacji są chłopcy. Pieczęć męskości, którą starają się zdobywać od chwili, gdy uświadomią sobie przynależność do własnej płci jest dla nich w tej sytuacji dodatkowym balastem emocjonalnym. Wzorzec męskości, a raczej jego brak - to ciągle zakaz okazywania uczuć i cierpienia, a może nawet zakaz ich przezywania. Zabójcze frazesy, które często słyszy mały chłopiec przy różnych okazjach (również w szpitalu) to: "Bądź mężczyzną i ..." , "taki duży chłopak, a ...", "nie bądź babą ...". A znana dziś piosenka "Chłopaki nie płaczą" uzupełnia celująco ten repertuar. Tłumienie lęku, bólu, cierpienia i tęsknoty - to duże obciążenie i wydatek energetyczny dla niedojrzałej psychiki dziecka. Zwłaszcza, gdy jest obarczony ryzykiem wykluczenia z grupy mężczyzn. Najlepsze, co można uczynić dla syna - to wydelegować ojca lub innego znaczącego mężczyznę w jego życiu, aby przekazał jemu informację, że sam odczuwa podobne emocje. Jest to budowanie zaufania chłopca do samego siebie, uwalnianie go od poczucia fałszywego wstydu i danie prawa do szukania sposobów radzenia sobie z przykrymi przeżyciami, a nie blokowaniu ich. Obecność ojca przy synu, zaangażowanie się w jego szpitalne sprawy, szczera rozmowa, przytulenie - to jest to, co z pewnością jest bardzo potrzebne każdemu chłopcu - obok troskliwej opieki mamy.

Drogi tato! Warto zapomnieć o społecznych oczekiwaniach i powiedzieć cierpiącemu synowi, że jest w porządku i z pewnością poradzi sobie taki jakim właśnie jest. Kochamy przecież syna, a nie społeczne oczekiwania wobec niego.

Z praktyki szpitalnej dokładnie widać, że to nieprawda, że chłopaki nie płaczą. A płaczą, bo starają się uwolnić od nadmiernego napięcia psychicznego. Nie odbierajmy im z tego powodu prawa do męskości. Z obserwacji wynika, że dzieci, które wylewają łzy na początku swojego pobytu i trwa to nie dłużej niż trzy, cztery dni, zwykle lepiej adoptują się do nowych warunków, są bardziej otwarte, aktywne, łatwiej nawiązują kontakty, są bardziej skłonne do śmiechu, zabawy i w efekcie lepiej znoszą pobyt w szpitalu.

Oczywiście płacz należy traktować jako element oczyszczający do pewnego momentu. Pierwsza widoczna chwila ulgi powinna być wykorzystana do zajęcia myśli dziecka czymś innym, tak aby nie miało okazji do sztucznego unieszczęśliwiania się. Gdy akceptujemy ten stan, z czasem dziecko płacze rzadziej, w pewnym momencie samo przestaje czuć taką potrzebę. Następnym etapem powinno być danie dziecku możliwości wypowiedzenia się o wszelkich niepokojach, lękach, obawach i troskach - takimi, jakimi są w psychice dziecka, a nie takimi jak widzi je dorosły. Nie lekceważmy tego co mówi, nie wyśmiewajmy i nie przekonujmy, że jest inaczej. Nie pytajmy też dlaczego czuje to co czuje i skąd mu to przyszło do głowy. Gdy dziecko jest małe - warto zachęcić je do rysowania obrazków i historyjek o sobie i swojej sytuacji - tak, aby mogło tą drogą "wyrzucić" z siebie gnębiące niepokoje.

Najczęściej przeżywanym przez dziecko hospitalizowane uczuciem jest z pewnością lęk w różnych postaciach i natężeniu. Podstawowymi przyczynami są tu: rozłąka z rodziną, ból i cierpienie związane z leczeniem oraz sama świadomość własnej choroby.

Lęk jest odczuciem ogólnego niepokoju wywołanym (w przeciwieństwie do strachu), już przez samo wyobrażenie sytuacji, której dziecko się obawia. Gdy uczucie to jest doznawane przez dłuższy czas, może prowadzić do szeregu zaburzeń w zachowaniu dziecka i obniżać jakość jego życia.

Objawy leku uwidaczniają się zwykle we wszystkich sferach funkcjonowania dziecka. Na poziomie fizjologicznym jest to: przyspieszony oddech, szybkie bicie serca, bladość lub zaczerwienienie twarzy, potliwość, bóle głowy, brzucha, bezsenność, moczenie się. W sferze intelektualnej lęk wywołuje: luki w pamięci, brak koncentracji, gonitwę myśli, ogólną pustkę w myślach. W sferze uczuciowej objawia się: wzmożonym napięciem, drażliwością, płaczliwością, przygnębieniem. W zachowaniu dziecka przyczynia się do podniesienia ogólnej ruchliwości, trudności w mówieniu lub też nerwowego śmiechu, zgrzytania zębami, tików ruchowych, obgryzania paznokci czy ssania palca. Wszystkie te objawy świadczą o przeżywaniu przez dziecko lęków. Ich nasilenie i rodzaj zależą od indywidualnych cech dziecka. Nie powinny być one lekceważone przez rodziców lub uważane za coś, co powinno przejść po powrocie dziecka do domu. Lęk, jak inne uczucia ma tendencję do generalizacji, utrzymujący się przez pewien okres dodatkowo obniża naturalną odporność organizmu,  ciągłe pobudzenie prowadzi do wyczerpania psychicznego organizmu. Walka z lękiem u dziecka chorego powinna być więc tak samo istotna jak i sam proces leczenia farmakologicznego. Aby lepiej pomagać dziecku w uporaniu się z lękiem, należy zrozumieć istotę źródeł tego uczucia.

Sprawą wielu obaw jest z pewnością ból i oczekiwanie na bodziec bólowy. Dzieci ból odczuwają zwykle silniej i nie należy dziwić się przesadnej reakcji dziecka na doznania bólowe. Z całą pewnością nie powinno się zmuszać dziecka do bycia odważnym czy zaciskania zębów. Nie należy kłamać, że "to nic nie będzie bolało" czy zapewniać, że "nie ma się czego bać". Lepiej jest wcześniej omówić z dzieckiem na czym będzie polegał dany zabieg, co będzie czuło i co będzie się z nim działo. W tym celu samemu trzeba uzyskać niezbędną wiedzę z wiarygodnego źródła. Gdy "oszukamy" lęk dziecka będzie zbyt trudny do zniesienia - może zostać przeniesiony na zupełnie inny obiekt, czasem nie mający związku z leczeniem. Jego źródło staje się wówczas tak ukryte, że trudne do zidentyfikowania, a szanse na uwolnienie dziecka znacznie maleją. Przede wszystkim jednak nigdy nie należy straszyć dziecka pielęgniarką, strzykawką czy wizytą u lekarza.

Drugim lękotwórczym czynnikiem jest z pewnością rozłąka z rodzicami. Naturalnym sposobem uczynienia tęsknoty możliwej do zniesienia jest dążenie do częstych kontaktów z dzieckiem. Oddziały szpitala są otwarte dla rodziców praktycznie każdego dnia, dostępne są automaty telefoniczne, wiele rodzin dysponuje telefonem komórkowym. Warto korzystać  wszystkich możliwości. Zapomnianą formą, godną polecenia z wielu względów jest też pisanie listów czy choćby wesołych pocztówek. Mogą one mieć dużą wartość dla dziecka w chwilach kryzysów emocjonalnych. List można dotknąć, poczytać, gdy ma się na to ochotę, wrócić do jego treści w każdej chwili, można też zwyczajnie odpisać. Wiadomo, ze samo zwerbalizowanie swoich uczuć niesie już poczucie ulgi.

Na rozłąkę najlepszym sposobem są oczywiście odwiedziny. Naturalnie nie ma jednoznacznych recept jak często, kiedy i kto powinien odwiedzać chore dziecko. Wyznacznikiem powinny być potrzeby tegoż dziecka, wynikające z jego wieku, dojrzałości, wcześniejszych doświadczeń i reakcji na separację. Intuicja matki z pewnością będzie tu dobrym wskaźnikiem. Nie zgadzam się ze spotykanym w praktyce zaleceniem, aby rzadziej odwiedzać te dzieci, które reagują zbyt gwałtownie po wyjściu rodziców i są później bardziej przygnębione i smutne niż ich rówieśnicy. Pozorny spokój między kolejnymi odwiedzinami nie oznacza u dziecka braku cierpienia i lepszego przystosowania się. Zawsze lepiej jest popracować nad uwalnianiem dziecka od negatywnych emocji niż opuszczać je z nadzieją, że same gdzieś się ulotnią.

Przekonana jestem też, że co do odwiedzin powinny obowiązywać rodziców dwie żelazne zasady: jasno sprecyzowany termin i punktualność.

Dziecko, które spodziewa się wizyty najbliższych staje się całe "oczekiwaniem". Najczęściej niechętnie opuszcza własne łóżko, w obawie, że może rodzice nie odszukają go. Umawianie się z dzieckiem w sposób mało precyzyjny: "jutro po obiedzie", "w niedzielę rano", czy co gorsza "w przyszłym tygodniu" ma więc cechy dręczenia, skazywania na niepewności i napięcie czekania. Zbyt często pracownikom szpitala zdarza się też usprawiedliwiać spóźniających się rodziców przed ich własnymi dziećmi. Niezrozumiałym lekceważeniem dziecka jest też odwoływanie odwiedzin w ostatniej chwili lub zrezygnowanie z nich bez uprzedzania. Każda taka sytuacja narusza poczucie bezpieczeństwa dziecka, jego zaufanie do rodziców i dodatkowo obciąża jego psychikę.

W sytuacji rozłąki można postarać się też, aby dziecko zabrało z sobą do szpitala trochę atmosfery własnego domu czy pokoju. Niech będą to jakieś zdjęcia rodzinne, zdjęcie zwierzaka (za którym też dziecko tęskni), poduszka, maskotka, zabawka czy książka. Te wszystkie rzeczy kojarzą się dziecku z miłymi przeżyciami, z bezpieczeństwem i dają nadzieję na szybki powrót do domu.

Kolejną przyczyną lęków dziecka jest sama choroba. Dziecko doświadcza wiele strat, które ze sobą niesie i obawia się, że wiele z nich na stałe pozostanie częścią jego życia. Do takich szczególnych dolegliwości należą: mniejsza sprawność ruchowa, ograniczenie kontaktów z rówieśnikami i lęk przed odrzuceniem, trudności w nauce szkolnej, ból i cierpienie. Dziecko dostrzega też zmiany w trybie własnego życia i niepokoje rodziców. Jedynym konstruktywnym sposobem jest ukazywanie dziecku realnych perspektyw i skutków choroby, przy jednoczesnym dużym wsparciu uczuciowym i dostosowaniu własnych ambicji i wymagań. Rodzice boją się rozmawiać z dzieckiem o chorobie obawiając się, że pogorszą nastrój i dołożą trosk, często też świadomie przedstawiają dziecku nierealne, zbyt optymistyczne perspektywy. Jest to jednak fałszywe przekonanie, skazujące dziecko na samotność i zdobywanie potrzebnej wiedzy z innych źródeł - zwykle od innych młodych pacjentów.

Wszelkie wątpliwości, niedomówienia rodzą tylko niepokój i pobudzają wyobraźnię w trudnym do przewidzenia kierunku. Dziecko ma prawo do informacji o własnej chorobie i perspektywach jej leczenia - zgodnie z prawdą przełożoną na możliwości zrozumienia zgodnie z poziomem jego rozwoju.

Okłamywane, szybko stanie się nieufne wobec wszystkich dorosłych i jednocześnie bardzo samotne. W efekcie może obwiniać rodziców za pojawienie się choroby lub przeciwnie - samego siebie i oczekiwać, że w mocy rodziców leży szybkie jego wyzdrowienie. Dobra samoświadomość choroby pozwala dziecku na budowanie aktywnej postawy wobec procesu leczenia, wzmacnia wolę walki, zachęca do podjęcia trudu ćwiczeń, poddawania się zabiegom, skrupulatnego przyjmowania leków i większego dbania o siebie - co w chorobie przewlekłej jest przesłanką do sukcesu.

W relacjach z chorującym dzieckiem rodzice powinni zwracać uwagę, czy przypadkiem nie są ochraniani przez dziecko od przeżywania niepokojów. Czasem, gdy dziecko ma poczucie winy chce oszczędzać najbliższych. W takiej sytuacji nie żali się, ukrywa objawy, unika rozmów o samej chorobie. Cena psychiczna, jaką za to płaci może być jednak ogromna. Nie pozwalajmy więc na taką zmianę ról życiowych. Choroba dziecka i częste pobyty w szpitalu mogą być też przyczyną wytworzenia się egocentrycznej postawy. Dziecko skupione nadmiernie na własnych potrzebach, oczekujące od rodziny i najbliższych natychmiastowego zaspokojenia swoich pragnień, będzie z pewnością gorzej funkcjonowało i trudniej znosiło swoją chorobę. Postawa taka ma tendencję do rozszerzania się na pozostałe sfery życia i w efekcie dziecko może wytworzyć sobie błędne wyobrażenie o relacjach z ludźmi i oczekiwać większych przywilejów i ulgowego traktowania w życiu niż społeczeństwo jest skłonne mu zaoferować. Duże znaczenie ma tu wyważona postawa rodziców. Granice opiekuńczości powinny być tak ustawione, aby pozwalały dziecku na zdobywanie samodzielności, wzrastanie i rozwijanie się ku dojrzałemu, samodzielnemu życiu.

Uniwersalnym sposobem, godnym polecenia rodzicom, regulującym różnorodne problemy dziecka, może być opowiadanie bajek terapeutycznych. Magia zawarta we wszystkich bajkach daje nadzieje na nagłą zmianę w sytuacji. Magicznie myślące dziecko doskonale wie, że świat bajkowy jest nierealny, dlatego można przeżyć wszelkie lęki w sposób bezpieczny. Pomyślne zakończenia bajek dają dziecku poczucie optymizmu i potrzebę szukania rozwiązań. Bajka terapeutyczna może być stworzona przez rodziców tak, aby odnosiła się do problemów dziecka i konkretnej sytuacji. Obecnie w księgarniach można znaleźć kilka ciekawych propozycji dotyczących bajkoterapii. Polecam te opracowane przez polską autorkę, psychologa i psychoterapeutkę - Marię Molicką. Sadzę, że treści zawarte w jej książkach są bliższe realiom naszych polskich rodzin i dają bardzo konkretne wskazówki jak zabrać się do tworzenia bajek na miarę własnych potrzeb.

Dla rodziców nastolatków natomiast proponuję podsunięcie właściwej książki, z dobrym zakończeniem. Dobrze jest też być samemu źródłem informacji o sukcesach dziecka z jego własnego życia - inaczej mówiąc przypomnieć prawdziwe historyjki z dobrym zakończeniem. Instytucją powołaną do niesienia szczególnej pomocy dziecku przebywającemu w szpitalu jest działająca tam szkoła. Zadania tej placówki ukierunkowane są głównie na terapie i zapobieganie wszelkim negatywnym psychicznym i społecznym skutkom choroby dziecka. Natomiast styl pracy nauczycieli daleki jest od realizowania tematów i egzekwowania wiedzy. Każdy rodzic powinien uświadamiać sobie wartość, jaką jest możliwość kontynuowania nauki w warunkach szpitalnych. Z całą pewnością jest to przywracanie dziecku normalności w zmienionej rzeczywistości i odciągnięcie jego nadmiernej uwagi od samej choroby.

Szkoła integruje dzieci przez włączanie do różnorodnych zajęć wychowawczych i zapobiega nawarstwianiu się zaległości. Daje też dziecku możliwość kontaktu z osobami dorosłymi nie związanymi z procesem leczenia. Bywa, że rodzice skupieni na samej chorobie dziecka, ignorują pozostałe aspekty jego życia. To oczywiste, że w chwilach zaostrzenia się objawów choroby przewlekłej nie wymaga się od dziecka efektywnej nauki. W chwilach, gdy możliwości wysiłkowe dziecka rosną i pozwalają na korzystanie z lekcji - wspierajmy tą jego aktywność. Dajmy jasny sygnał, że oczekujemy iż będzie brało udział w lekcjach i innych zajęciach, motywujmy do podjęcia tego trudu. W przeciwnym razie choroba może zacząć wypełniać całą treść życia dziecka i nauczyć go sztuki unikania wszelkiego wysiłku.

Nasza medycyna i istniejący system leczenia wydaje się być jeszcze daleki od doskonałości w sferze respektowania życia emocjonalnego pacjenta, przynajmniej w takim samym stopniu jak jego jednostki chorobowej. Świat nauki udowodnił już, że komórki odpornościowe są odbiorcą przekazów wysyłanych przez układ nerwowy i długotrwałe negatywne emocje znacznie je osłabiają i mogą być tak samo toksyczne dla organizmu jak nikotyna. Organizm dziecięcy, będący w ciągłym rozwoju i pozbawiony jeszcze skutecznych metod radzenia sobie ze stresem - powinien być szczególnie chroniony przez rodziców. Wymaga to jednak porzucenia złudnego przekonania, że inni zrobią to lepiej. Wymaga to również nieustannego, zadawania sobie pytania: kim chcę być dla mojego chorego dziecka? i co jeszcze mogę zrobić, aby życie szpitalne nie osłabiało jego psychiki?. Z pewnością nie uda się uniknąć błędów, poczucia bezsilności, ale warto poszukiwać dobrych rozwiązań na wszelkie możliwe sposoby. Nagrodą za to z pewnością będzie: bardziej dojrzałe emocjonalnie dziecko, lepiej radzące sobie ze stresem, bólem i rozstaniem, bardziej samodzielne i zaradne oraz gotowe do zaakceptowania choroby przewlekłej w swoim życiu.


Bibliografia

  1. A. Faber, E. Mazlish - "Jak mówić żeby dzieci nas słuchały. Jak słuchać, żeby dzieci do nas mówiły". Media Rodzina 2001 r.
  2. D. Goleman - "Inteligencja emocjonalna". Media Rodzina 1997 r.
  3. M. Molicka - "Bajkoterapia" - Media Rodzina 2002 r.
  4. W. Eichelberger - "Zdradzony przez ojca". Wydawnictwo Do 1998 r.

         
     
           
Strona główna Opinie W sieci Downloads Publikacje O stronie